Historia zaczarowanego drzewa

Historia zaczarowanego drzewa

Gdybym mogła określić grudzień, jest on dla mnie miesiącem magicznym. I magicznym, nie tylko za sprawą Świąt Bożego Narodzenia, ale i za sprawą tego, że jest to miesiąc moich narodzin. Czas grudniowy kojarzy mi się ze wspólnym oglądaniem bajek, filmów, wspólnym czytaniem, czy słuchaniem ciekawych opowieści. Nie należę do tych matek, co czytają dzieciom książki. Zdecydowanie mój mąż przejął tą rolę. Natomiast ja im opowiadam historyjki, tworzę opowieści, układam bajki. – O czym chcesz posłuchać? –   pytam. Wtedy pada kilka słów, a ja z nich tworzę opowieść. Moje dzieci uwielbiały moje inspiracje twórcze. Wolały słuchać tego, co ja nawymyślałam, niż słuchać czytanych z książek bajek. I gdy połączyć nazwę Grudnia – generalnie nazwa miesiąca pochodzi od słowa gruda, ale co ciekawsze dawniej używana nazwa to prosień lub prosiniec – to zaprosień Was……  a raczej zapraszam Was w ten grudniowy wieczór na jedną z moich bajek, którą stworzyłam kilka lat temu i nadal ją bardzo lubię. Nadmienię, że została ona wyróżniona przez ONET w konkursie dbajek. 😆 

 

W dalekiej, zaczarowanej krainie, w której skrzaty rozmawiały z drzewami i ptakami powstała niesamowita opowieść. Mały skrzat o imieniu Plotkariusz roznosił ją w każdym zakątku świata, w którym się pojawił. A opowieść zrodziła się z małego zagajnika, nieopodal polany, na której rosły najpiękniejsze gatunki kwiatów. Plotkariusz odwiedzając polanę natknął się na słowika, który wyćwierkał mu oto taką historię:

– Widzisz Plotkariuszu tamten zagajnik? – zapytał słowik wskazując dziobem na zachodnią część krainy.

Plotkariusz pokiwał głową na znak, że dostrzega skupisko drzew.

– Mój dziadek uratował kiedyś ten zagajnik przed wymarciem wszystkich drzew – oznajmił dumnie słowik unosząc lekko skrzydełka.

– Jak taki mały ptaszek mógł to zrobić? – zapytał z niedowierzaniem Plotkariusz.

– Nie był to jeden słowik. Było ich bardzo wiele – odpowiedział ptaszek – Bo widzisz Plotkariuszu, małe nie znaczy słabe. Ale zacznę od początku opowiadać tą historię. Mój dziadek bardzo lubił przylatywać do zaczarowanego zagajnika i zasiadać na jednej z gałęzi pewnego pięknego drzewa. Drzewo to rosło bardzo szybko i było najpiękniejsze ze wszystkich drzew. Nazywało się Geniusaurus. Było mądre, gdyż zawsze wiedziało, jak pomóc mojemu dziadkowi, jak znaleźć poradę na jego strapione serce. Było piękne, gdyż posiadało najciekawsze i różnorakie liście o niesamowitych kształtach, które tworzyły cudowną koronę. I było najwyższe. Przerosło wszystkie inne drzewa, przykrywając je swoimi gałęziami. Jednak drzewo nie było szczęśliwe, gdyż nie miało przyjaciół wśród innych drzew. Żadne z drzew nie chciało się przyjaźnić z Geniusaurusem, gdyż uważali go za dziwactwo. Dlaczego, zapytasz Plotkariuszu? A właśnie dlatego, że było najmądrzejsze. Znało odpowiedź na każde pytanie i zawsze miało racje. Było najpiękniejsze, co budziło zazdrość innych drzew.

I pewnego pięknego, wczesnego poranka, gdy Geniusaurus jeszcze drzemał, inne drzewa zebrały się na naradę obniżając swoje korony parę stóp skrzatowych nad ziemią. Przywódca zgromadzenia drzew, Podstępus rzekł:

– Drzewa! Musimy zniszczyć Geniusaurusa, bo zagraża nam. Jest już tak duży, że przesłania nam słońce. Do tego ciągle się mądrzy.

– Ale Geniusaurus powiedział, że odkrył przyczynę usychania naszych liści. Chroni nas swoimi konarami, abyśmy nie uschnęli – powiedziało najmniejsze z drzew o imieniu Miniszek.

– Nieprawda. Geniusaurus chce być przywódcą. Jest już najwyższy i chce wszystkimi rządzić. Okłamuje nas – przywódca zgromadzenia podniósł głos. Wszystkie drzewa spojrzały po sobie. Zrobiło się zamieszanie. Drzewa zaczęły dyskutować. Jedne były przeciwne zniszczeniu Geniusaurusa, inne chciały go zniszczyć. Po długiej debacie, drzewa zdecydowały, że zniszczą Geniusaurusa. Przywódca zgromadzenia, Podstępus był bardzo zadowolony z decyzji drzew. Miał nadzieję, że tym sposobem pozbędzie się drzewa, które jest od niego piękniejsze i mądrzejsze. Po paru dniach drzewa namówiły mrówkojada Judusa, aby przynosił codziennie trutkę i dosypywał ją do korzeni Geniusaurusa. W zamian zdradziły Judusowi, gdzie znajduje się duże mrowisko. Ponadto drzewa nasłały bluszcz, aby oplótł Geniusaurusa i przyćmił jego urodę.

Mijały dni. Geniusaurus czuł się coraz gorzej. Liście zaczęły mu opadać, gałęzie łamały się, a korzenie zaczęły gnić. Bluszcz rozrastał się zasłaniając drzewo. Słowiki w obawie przed złamaniem kolejnej gałęzi nie siadały już na Geniusaurusie. Nie śpiewały już mu wesołych melodii. W tle słychać było coraz smutniejsze piosenki. A Geniusaurus czuł się bardzo samotny. Do tego, im bardziej Geniusaurus tracił liście i gałęzie, tym bardziej promienie słońca przedzierały się do innych drzew w zagajniku. Pewnego poranka w zaczarowanym zagajniku rozległ się krzyk. To drzewa wołały o pomoc, gdyż promienie słońca powodowały, że zaczęły powoli się spalać i wysychać.

– Co się dzieje? – pytały drzewa.

Wtedy zabrało głos najmniejsze z drzew, Miniszek:

– Pamiętacie, jak Geniusaurus powiedział, że gdy promienie słońca do nas dotrą, to uschniemy? On był wyjątkowy. Zazdrościliście mu, że nie był przeciętny, że wybijał się z otoczenia. Nie słuchaliście go, choć miał racje.

Drzewa spojrzały po sobie, opuszczając częściowo spalone korony. Każdemu z nich było wstyd.

– Co mamy zrobić, aby uratować zagajnik? – zapytało się jedno z drzew spoglądając na przywódcę zgromadzenia. Ale on nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.

Wtedy odezwał się mój dzidek słowik, który przysłuchiwał się całej rozmowie:

– Niedaleko zagajnika jest zaczarowane źródło. Woda z tego źródła przywróci życie Geniusaurusa i ocali was. Ja sam nie dam rady dostarczyć wodę, ale mogę polecieć po inne słowiki, które pomogą przynieść zaczarowany dar życia. Geniusaurus zawsze nam pomagał. Wiedział jak postępować w różnych sytuacjach oraz wiedział, jak dopomóc nam w naszych schorzeniach. Z przyjemnością mu pomożemy.

Drzewa natchnięte zostały nadzieją. Obdarzyły wiarą małe słowiki, aby uratować ogromne drzewo. Słowiki pracowały dzień i noc, aby dostarczyć wodę z życiodajnego źródła. Po kilku dniach, gdy ptaszki były już wykończone, a nadzieja odchodziła wraz z każdą dostarczoną kroplą życia na gałązce Geniusaurusa pojawił się mały zielony listek. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, gdyż wiedzieli, że Geniusaurus  odżyje. I rzeczywiście po kilku dniach, wielkie, piękne drzewo przemówiło do słowików:

– Dziękuję.

Bluszcz opadł na ziemię. A Geniusaurus z każdym kolejnym dniem powracał do swojej dawnej świetności. Drzewa z zagajnika nie odzywały się. Czuły się już dużo lepiej, gdyż korona Geniusaurusa przesłoniła ich przed promieniami słońca. Jednak było im wstyd, za to, że chciały zniszczyć swojego przyjaciela.  Najmniejsze z drzew wyłoniło się z pośród innych i powiedziało głośno:

– Przepraszamy Cię Geniusaurusie. Tak nam wstyd.

– Ależ nie przepraszaj Miniszku – powiedział Geniusaurus. Chcąc zniszczyć mnie, o mały włos nie zniszczyliście siebie. I to tylko dlatego, że zazdrościliście mi takich cech, jak mądrość i piękno. Myślicie, że łatwo jest żyć z takimi cechami? One spowodowały, że wszyscy się ode mnie odwróciliście.

Wtedy drzewa zrozumiały, że nie jest łatwo być kimś wyjątkowym. Jednak nigdy nie należy się odwracać od kogoś, kto takim jest. Każdy jest wyjątkowy na swój sposób, tak jak to małe drzewo, które umiało się przyznać do swoich błędów i tak jak te malutkie ptaszki, które uratowały wielkie drzewo.

 

Skrzat Plotkariusz chodził po świecie i opowiadał tę historię, aby uchronić inne istoty przed zawiścią, zazdrością i ukazać cechę wyjątkowości jako niezwykły dar, który może pomóc innym istotom.

Aneta

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Write a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial